Zebrałam w nim po kilku widokach, spotkanych osób, specyficznych klimatów. Kilka krajów zadomowiło się w nim na dobre: indiański Ladakh, srilańska Sumatra, Nepal – mówi Halina Deschowska, bezrobotna, miłośniczka fajnych podróży, jachtowy oficer, biegaczka.
Każde z tych miejsc było wspaniałe. Ladakah to mroźne, górskie klimaty, wielkie przestrzenie, niska kultura mieszkańców i wizyta Dalajlamy, który akurat podczas naszego pobytu odwiedził wioskę Diskit. Sumatara to zieleń i tropikalna dżungla, przez którą szliśmy sześć dni, nie spotykając ludzkich osad, prześliczne widoki nad jeziorami Tosaba i Maniewnjau, małpy i raflazezje; Nepal – wysokie góry, widok na Czomolungmę, jednorożce w parku narodowym Chitwan, architektoniczne perły Patanu, buddyjskie świątynie Długo żeby wymieniać Oj, coś pojemne to moje serce!
Niezapomniany dzień przeżyłam w…
indyjskich górach, wchodząc na mój drugi 6-tysięcznik. Na podejściu, już wysoko, niedaleko wierzchołka, zza skał majestatycznie wyfrunął potężny orzeł i szybował przez chwilę nad naszymi głowami. Było w tym coś niezwykłego. Na szczycie Stoku Kansagri stanęliśmy z rodziną wnikliwie w dniu rocznicy naszego ślubu. Trzeba przyznać, że to była niezapomniana i bardzo oryginalnie obchodzona rocznica! Już po zejściu do bazy uczciliśmy ją solidnymi porcjami ryżu z warzywami i kilkoma kubkami gorącej herbaty z cytryną.


